Wersja próbna Google ujawnia szczegółowe informacje na temat wstępnej instalacji aplikacji, nadmiaru reklam, ulepszeń wyszukiwania i relacji z Mozillą

Redaktor NetMaster
Redaktor NetMaster
5 min. czytania

Wersja próbna Google ujawnia szczegółowe informacje na temat wstępnej instalacji aplikacji, nadmiaru reklam, ulepszeń wyszukiwania i relacji z Mozillą

Od dwóch miesięcy trwają rozprawy w sprawie, w której Departament Sprawiedliwości USA zarzuca Google’owi monopolizację rynku wyszukiwarek internetowych. W trakcie rozpatrywania sprawy często na światło dzienne wychodzą informacje, których sama firma i jej wspólnicy nie planowali dobrowolnie ujawniać.

Tym razem Google ogłosił listę najpopularniejszych zapytań (sprzed pięciu lat); mówił o mechanizmach wstępnej instalacji aplikacji na smartfonach partnerskich; wyjaśnił, dlaczego w wynikach wyszukiwania zapytań turystycznych pojawia się tak wiele reklam; okazało się, że dochodzenie antymonopolowe w Europie zmusiło firmę do poprawy jakości usługi wyszukiwania; i przedstawiciele Mozilli potwierdzili, że rezygnacja z Google jako domyślnej wyszukiwarki była złą decyzją.

Na liście najpopularniejszych zapytań w tygodniu rozpoczynającym się 22 września 2018 roku znalazły się m.in. iPhone, ubezpieczenia samochodu, bilety lotnicze, operatorzy telekomunikacyjni i kina internetowe. Wszystkie te zapytania wygenerowały dla Google znaczne przychody dzięki reklamom w SERPach. Zestawienie po raz kolejny potwierdziło, że współpraca Google’a i Apple’a przynosi obopólne korzyści – 3 z 20 najpopularniejszych zapytań dotyczy iPhone’a.

Pracownik Google Jamie Rosenberg, który pracuje w obszarach Androida i Sklepu Play, potwierdził, że firma wymaga od producentów smartfonów z Androidem, aby dostarczali urządzenia z 11 aplikacjami od Google – i niekoniecznie je domyślnie instalowali. Istnieje również umowa o podziale dochodów (RSA), która jest negocjowana z producentami i operatorami. Zapewnia nie tylko wstępną instalację, ale także domyślny wybór Chrome jako przeglądarki i Google jako wyszukiwarki, a w zamian gigant wyszukiwania dzieli się przychodami z partnerem. Według Rosenberga motywuje to partnerów do aktywnej produkcji i sprzedaży urządzeń z Androidem, a konsument nie traci, bo produkty firmy są „najlepsze w swojej klasie”.

Przedstawiciel sieci usług turystycznych Expedia skarżył się na nadmiar reklam w wynikach wyszukiwania Google w przypadku zapytań specjalistycznych. Aby utrzymać się w wyszukiwarkach, firma zmuszona była znacznie zwiększyć koszty reklamy: w 2015 r. zapłaciła 21 mln dolarów, a w 2019 r. już 290 mln. Jednocześnie nie wzrosła liczba przejść na strony Expedia z Google. Właściciel sieci agregatorów powiedział, że stało się to na skutek bezpośredniej konkurencji z własnymi usługami Google – w tym samym okresie zaczął on publikować w wynikach wyszukiwania własne dane o lotach i hotelach. Szef firmy, Sundar Pichai, odpowiedział, że usługi turystyczne Google stały się jednym z najpopularniejszych osiągnięć firmy.

W 2018 roku Komisja Europejska nałożyła na Google karę antymonopolową w wysokości 5 miliardów euro i nakazała firmie udostępnienie właścicielom urządzeń z Androidem w regionie wyboru spośród pięciu najpopularniejszych usług wyszukiwania w każdym kraju. W odpowiedzi Google przyjął plan poprawy jakości usług w Europie. W Niemczech i Francji w latach 2019 i 2020. Zdecydowano o radykalnym zwiększeniu obecności treści lokalnych: aktualności, filmów piłkarskich po meczach, możliwości transmisji strumieniowej lokalnych kanałów telewizyjnych, a także materiałów do ćwiczenia wymowy w różnych językach. Inicjatywa miała na celu zachęcenie właścicieli urządzeń z Androidem do wybrania Google jako domyślnej wyszukiwarki. Incydent ten stał się argumentem na rzecz stanowiska Ministerstwa Sprawiedliwości: zdaniem resortu bez presji konkurencyjnej Google nie ma wystarczających bodźców do podnoszenia jakości swoich produktów, a to jest klasyczna konsekwencja pozycji monopolistycznej.

Przeciwnie, historia Firefoksa potwierdziła stanowisko Google, który upiera się, że dominuje na rynku wyłącznie dzięki wysokiej jakości swoich usług. W 2014 roku Mozilla, firma odpowiedzialna za rozwój przeglądarki, zawarła umowę z Yahoo! — zgodnie z warunkami usługa ta okazała się domyślną wyszukiwarką w przeglądarce Firefox. Wieśniak! zgodził się płacić twórcy przeglądarki 375 milionów dolarów rocznie, podczas gdy Google oferował za to tylko 276 milionów dolarów.Nowy partner nie sprostał zaufaniu: firma obiecała zmniejszyć ilość reklam w wyszukiwarce i ograniczyć śledzenie użytkowników, ale w praktyka obecność reklam tylko wzrosła. W rezultacie Firefox zaczął tracić i tak skromną bazę użytkowników. W ciągu trzech lat, które przeglądarka spędziła bez Google, udział Chrome w rynku wzrósł z 50% do 65% – być może liczba użytkowników Firefoksa i tak by spadła, ale zbieg okoliczności zadziałał na korzyść Google.

Udostępnij ten artykuł